Blog > Komentarze do wpisu
O, idzie murzyn!...

Wysłuchałam właśnie wywiadu Moniki Jaruzelskiej z profesorem Bralczykiem na temat politycznej poprawności na przykładzie Murzyna, w której najpierw miał dużo racji (prof. Bralczyk nie Murzyn), (Murzyna nie pytano), potem miał jej mniej, choć równie uroczo a na koniec wytłumił pytanie Jaruzelskiej o wulgaryzmy ponieważ z damą się o takich rzeczach nie rozmawia.

Oczywiście tak Murzyn, (w którym to określeniu prof.Bralczyk nie widzi nic złego bo "jak widzi Murzyna to myśli o, idzie Murzyn") jak i dama (nie mówiąc juz, ze prawdziwa), a także wulgaryzmy istnieją w kontekście, więc profesora Bralczyka dziecięcy zachwyt nad kulturowa egzotyka rzeczonego murzyna będzie jednak trochę inny od... juz chciałam napisać Stanleya z karłasza..., kiedy przypomniałam sobie dyskusję w której był i murzyn i pedał i baby do garów, i Wamtam "wam tam to juz z ta polityczna poprawnością odpierdala" (Wamtam to ja - taki specjalny gatunek co mu odpierdala z polityczna poprawnością) to towarzystwo było z dużo lepszego kontekstu niż Stacho z karłasza

No to z tym kontekstem to było tak.

Spotkanie w grupie - bardzo autentycznie sympatycznej 3 i pół pary dorosłych - siedmioro dzieci, których znakomita większość płci męskiej poniewiera sie na podłodze, mniejszość w osobie 1 żeńskiej siedzi przy stole z dorosłymi.

Część grupy poniwierajacej sie to dwóch świeżo po komunii chłopców - ciasto jeszcze nie zjedzone, wszystkie koperty jeszcze nie przeliczone, chociaż nie, koperty przeliczone zostały jeszcze przed strawieniem hostii. Ale nie o tym.

Miało być o tym, ze idzie Murzyn. Murzyn przyszedł do stołu statystycznie bardzo szybko, natychmiast po;

- To skąd wy to przyjechaliście, z Ameryki?

- Z Kanady...

- O, z Kanady, a Murzynów macie tam dużo?

(to pytanie pada tak często, ze mam juz kilka gotowców zamiennych. Moja zjadliwość jest wprost proporcjonalna do okoliczności - tu okoliczności aż się same prosiły, bo ta komunia do której pytający właśnie posłał nie to, że jedno ale dwoje dzieci naraz).

Nie będę tu przytaczać moich gotowców bo po pierwsze ciezko wypracowałam je sobie w długich kłótniach samej ze sobą w bezsenne noce. A po drugie zazwyczaj dowiaduję się, że tacy poprawni politycznie to w sumie najbardziej tych Murzynów/pedałów/bab nienawidzą, bo taki Stacho to powie co ma na myśli a Murzyna by nie skrzywdził, a ja wytwarzam atmosferę nienawiści.

Może cos w tym jest?

No wiec grzecznie tylko odpowiedziałam, ze wszystkich swoich sprzedałam ale sąsiadowi została jeszcze parka i spytałam równie politycznie (politycznie = grzecznie, jak naucza prof. Bralczyk) ilu ma Szwedów.

Tym sprowokowałam wywód na temat Wamtamow, po czym charakterystycznie dla dyskusji o murzynach przetoczyliśmy sie do pedałów, którzy to wbrew ukochanej przez Polaków naturze i niedojebane feministki, które z braku chłopa odwracają równie naturalny porządek rzeczy, w którym to naturalne miejsce kobiety jest przy zlewie, trzodzie i chlewie. No tak mam, ze gdzie siądę przy stole to zaraz pojawia sie Murzyn, pedał i feministka.

No wiec tak sobie dyskutujemy i dyskutujemy. Obrażono juz wszystkie możliwe mniejszości. Siebie nawzajem zmieszaliśmy niemal  z szambem i pozostalo nam albo sie obrzucic postkomunijnym plackiem albo politycznie zmienic temat... co tez uczynilismy.

A temat był gorący w zanadrzu, bo wróciliśmy właśnie z innej hucznej imprezy (acz nie komunii), gdzie jeden z gości wzbudził powszechny zachwyt wszystkich, którym jego hotelowy sąsiad zza ściany zdołał opowiedzieć o ponad trzygodzinnym łomocie wezgłowia łóżka w rzeczona ścianę po nieprzespanej, przebalowanej nocy. Pikanterii sprawie dodawał fakt, ze pan był grubo po 60-tce a pani była z agencji. No więc przy postkomunijnym stole, z którego uprzątnięto Murzyna, pedałów i feministki zabulgotało od nierządu. A przy takich okazjach to idzie seks (znaczysie wyrażenie), prostytutki i te sprawy. Wtem nad glowami towarzystwa rozległo sie sykanie i teatralne pochrząkiwanie "ekhm, ekhmmmmm!" - jedno z siedzących przy stole małżeństw desperacko usiłowało zwrócić uwagę rozentuzjazmowanego tematem tłumu. Nawet ich dramatycznie przewracane oczy próbujące sfokusowac dyskutantów na drugim końcu stołu nie osiagaly jednak zamierzonego celu. W końcu zaczęli sobie pomagać palcami.

WRESZCIE!

Z piersi wszystkich wyrwało sie "o!" Radosna konwersacja zdechła, przysłonięto usta dłońmi. Przecież na końcu stołu siedziała 15-letnia dziewczyna. A przecież co jak co ale przy dziecku i do tego damie nie mówi sie seks.

 

http://www.youtube.com/watch?v=8aovH3UwPWE&feature=player_embedded#!

sobota, 21 lipca 2012, spinelli

Polecane wpisy

Komentarze
2012/07/21 14:12:06
Ojajaj - zdalam sobie sprawe ze ja od 23 lat w Polsce bywam krotko i szybko, i nic w sumie o niej nie wiem. Poioro genialne Ewka :) Pisz!
-
2012/07/28 07:28:54
Marta, Ewka też bywa w Polsce krótko i szybko i wie niewiele więcej niż Ty
-
2012/08/01 18:10:42
tak, a historia, którą opisuję jest z Azerbejdżanu, tylko mi sie pomiliło bo rzadko bywam w Polsce