O autorze
środa, 31 stycznia 2007
Seks rodzinny

..nie mowie tu o wyuzdanych rodzicach bez hamulcow moralnych.

Mowie o sfrustrowanych ojcach i matkach Stasiow i Marysiow, ktorzy probuja wkomponowac male "quickie" w czasie kiedy Marysia ma pianino a Stas karate.

Albo czekaja zdesperowani az skonczy sie wieczorne "Mamoooooo! Piiiiić!!!!" Albo "Maaaamooooo! Siiiiiku!"

I kiedy juz wyrzuca z lozka ostatniego marudera to beda mieli pol godziny dla siebie o ile oczywiscie jedno nie zasnie natychmiast po przyjeciu pozycji horyzontalnej. Nic o tym nie wiedza bezdzietni, ktorzy jak ostatni wynaturzency moga sie ganiac na golasa dookola stolu w jadalni co najwyzej wprawiajac w oslupienie papuzki pod sufitem albo zaskarbiajac sobie opinie idiotow u wlasnego kota.

Oooo, nic oni nie wiedza o minutach wykradanych z rodzinnego rozkladu jazdy, o tych pelnych wewnetrznego rozdarcia planach, ze w srode o 17:45, jak tylko Hania wyjdzie na chor a tesciowa do kosciola, o ile tylko uda nam sie przesunac dentyste na czwartek to moze wygospodarujemy cale 17 minut zupelnie spontanicznego seksu. No i kiedy tylko tacy desperaci wreszcie zlapia okienko w busy family schedule i potocza sie spleceni hucią po dywanie to nie ma gwarancji, ze nie beda zmuszeni poderwac sie po dwoch minutach w panice bo dziecko zapomnialo kapci albo kosciol zalalo.

I pedzac na gore owinieci serwetka z lawy beda odklejac przyklejone do plecow kartoniki od Junior Scrabble, wyciagac plasteline z wlosow i zlorzeczyc Stasiowi, ze jeszcze raz zostawi otwarte flamastry na podlodze to mu sie nogi z dupy powyrywa.

poniedziałek, 29 stycznia 2007
"Dziur jesc nie bede!" czyli zycie z niejadkiem

Mamy nastolatkow z pewnego forum moga sie cieszyc, ze nie dosc, ze maja juz w
miare ustabilizowane zycie seksualne to nie musza sie uzerac nad kazdym glupim
talerzem owsianki czy kotletem mielonym i przysiegac na wlasne zycie i zycie
kota i babci, ze w tym kotlecie nie ma ANI ODROBINY PIETRUSZKI.

Zapomnialy juz, ze nawet sladowe ilosci marchewki w zupie wywoluja zsinienie twarzy i konwulsje u szesciolatka

Mają tez za soba zgrzyt widelca po zacisnietych zebach, pot splywajacy po plecach do
przedzialka bo ma sie juz na sobie zimowy plaszcz i czapke a dziecko
zastanawia sie od 20 minut czy trzeci kes postnego chleba (bron Boze z maslem
albo serem) zabije go czy nie.

Jesli takiej matki szlag na miejscu nie trafi z nerwow albo nie dostanie
zawalu z przegrzania to niechybnie usmierci ja poczucie winy gdy matka matki,
a babka dziecka rzuci od czasu do czasu: Przeciez to dziecko NIC nie je!

Dziecko zas nie je nic bo:
w jedzeniu jest twarde
w jedzeniu jest mietkie
w jedzeniu jest gryzące (?!)
w jedzeniu jest zielone
w jedzeniu jest czerwone (marchewka!)
w jedzeniu jest jedzenie

A wczoraj doszlismy do nowej kategorii w mistrzostwach swiata czego dziecko jesc nie bedzie.

Ojciez zrobil mu pizze. Dziecko uwielbia pizze. Zrobil wiec stary domowa
pizze, ciasto sam wyrobil cieniutkie jak papierek, sos domowy, przypilnowal,
zeby na dziecka czesc nie padlo bron Boze nic zielonego, czerwonego,
gryzacego, twardego i mietkiego.

Dziecko siadlo laskawie do stolu, obejrzalo te pizze od gory (my z
wstrzymanymi oddechami - bedzie jadl!) dojrzalo mikroskopijny odlamek bazylii,
rzucilismy sie na te bazylie jak sepy. Obejrzalo dziecko pizze po raz drugi od
gory. Wzielo do reki. (Powoli z ulga wypuszczamy powietrze z pluuuuuuuc)

Odwrocilo do gory nogami.

- Co to jest?!!!!!- wrzasnelo

- Przeciez tu NIC nie ma

- Dziura jest!!! Dziura jest w pizzy!!!

- Przeciez dziura nie ma smaku syneczku. Moze sprobuj obgryzc dookola a dziure zostaw.

- Dziur jesc nie bede!!!!


Amen