O autorze
czwartek, 31 stycznia 2013
Związki

Pamiętam taką sytuację, w 2 klasie liceum przygotowywałam referat z chemii o związkach organicznych. Były strajki, szalało zomo, Solidarność, moja matka, (płatny pachołek Rosji) była szefową branżowych, w domu do białego rana, w kłębach dymu tuczyła się kałem historia. No i tak w tej zadymie dziejowej pisałam ten mój referat do późnej nocy. Aż padłam na pysk. Na drugi dzień poszłam do szkoly - czytam-ci ja ten referat, a tam wszędzie gdzie powinno być "związki organiczne" stoi jak byk ZWIĄZKI ZAWODOWE!. Pytanie za stówę - co by za związki tam stały jak byk gdybym ten referat pisała dzisiaj?

niedziela, 27 stycznia 2013
Sezon

Zaczęło się dziadowanie, jakie to nasze studniówki pińćset lat temu były eleganciejsze, i szlachetniejsze, i jak te dziewczyny pięknie wyglądały w tych białych bluzkach i granatowych spódniczkach z krempliny - nie jak te dzisiejsze ladacznice. I jak to fajnie było w sali gimnastycznej z dekoracjami z aluminiowej taśmy z mleczarni z powycinanymi kapslami i siatką wojskową. I jak to nikt nie pił alkoholu a nieskalana seksem młodzież schładzała się oranżadą po kontredansie i innym dżajfie.

Sralis mazgalis, ja nie chcę sprawiać bólu mojemu rocznikowi, ale nasza studniówka była jakies 30 lat temu (o qrwa!) i przypomnę Wam uprzejmie, że ubikacje szkolne tamtej nocy nie były zarzygane od oranżady a po imprezie mało kto szedł prosto do domu. Więc ja to tak przypominam gwoli prawdy historycznej bo wiecie jak się jakieś kłamstwo powtarza i powtarza to się potem ludziom zdaje, że prawdę mówią.

I jeszcze zawołam do Was o hipokryci, zgredy krempliniane: To po to Wam studniówkowe matki obsługujące, Pani J.......wa z Panią M.....ową wódkę w garze z barszykiem wnosiły, żebyście Wy po 30 latach na dzisiejszą młodzież napirzali?!!

niedziela, 13 stycznia 2013
Jak się robi dziecko

Do zrobienia dziecka potrzebne nam będą:
Grupa nie całkiem normalnych ludzi, im większa, tym lepsza, im bardziej zróżnicowana geograficznie, etnicznie, płciowo, tym większa szansa na sukces. Ale do grupy jeszcze wrócę.
Bo na początek niezbędne będzie: byle jak funkcjonujące ministerstwo; im więcej byle jak funkcjonujących ministrów, urzędników niższych i wyższych, im większy bajzel w strukturach, tym większe szanse, że dziecko będzie niepodzielnie nasze.
Dobre jest  ministerstwo, które obiecało, ale zapomniało, może być rzecznik krajowy, który się oburzył, kilku lekarzy, co się obrazili.
Potrzebna jest woda. Której nabrali w usta minister i jego pomocnicy.
Potem trzeba wziąć 460 posłów, którzy dopiero co dziarsko ślubowali, że będą pośredniczyć między tymi, co potrzebują, a tymi, co zapomnieli albo nabrali. Albo najpierw nabrali, a potem zapomnieli. Ale posłowie też już zapomnieli. No więc, trzeba nam jeszcze jednego wariata, żeby każdemu po kolei przypomniał.

Mamy czasy, jakie mamy, każdy poseł dostał ajpada, no to po coś musi go mieć, oprócz tego, żeby sobie na fejsierobił apdejty w statusie.

Trzeba wziąć jeszcze listę adresów mailowych naszych dzielnych przedstawicieli w sejmie.pl. Zaręczam, że przy setnym zwróconym e-mailu nie będziemy chcieli oddać dziecka pod opiekę przedstawiciela, którego:

1) adres nie istnieje w domenie Sejmu RP,
2) podany inny adres także nie istnieje,
3) podany adres istnieje, ale skrzynka jest zapchana po sufit i nasz e-mail już się nie zmieścił,

4) adres biura poselskiego to np. wiolka-mariolka765@interia.pl

No i, oczywiście, do tego wszystkiego potrzebne nam będzie dziecko. Bo ono już jest. I do tego chore, ale dzięki tej wodzie w ustach, i temu zabieganiu ministrów, i temu popłochowi w kanałach komunikacyjnych jest tak niedostrzegalne, jakby go prawie nie było.

Ale cieszmy się, bo gdyby politycy zajmowali się tym, czym powinni, czyli służbą społeczną, gdyby urzędnicy urzędowali, to za nic nie mielibyśmy dziś dziecka. Skoro się na nie zdecydowaliśmy, to teraz potrzebni będą tacy, których można będzie bezkarnie za darmo zajeździć na śmierć. Oni będą rozprowadzać ulotki, szukać znajomości w mediach, wklejać w facebookowe profile prośby błagalne. Przeczesywać listy mailingowe za jednym dobrym adresem. Sami sobie są winni – kto im kazał mieć dobre serce?

Zbędna przy robieniu dziecka będzie mentalność Kowalskiego w drodze po sekator pani Malinowskiej. Bo wtedy ani żywopłotu, ani dziecka.

Trzeba się również odczulić na głosy, takie jak wypowiedź pewnej znanej osoby, która jakby miała reagować na wszystkie takie akcje, to by nie miała czasu się po głowie podrapać. Z doświadczenia wiadomo, że ktoś, kto nie ma czasu reagować na wszystkie takie akcje, nie ma czasu i na jedną. A my przecież nie mamy czasu na przekonywanie osoby, co nie ma czasu, bo dziecko czeka.

Trzeba się nauczyć mówić: proszę, dziękuję; przepraszam, że proszę. Można też sobie zaskarbić opinię oszołoma, ale zazwyczaj jest się już trochę wariatem porywając się na dziecko w dzisiejszych czasach, kiedy już nawet z lodówki wyskakują nam prośby o 1% .

Wielu z nas oddycha z ulgą, że kończy się sezon na 1%, że przestaną nam wyzierać spod każdej pokrywki wyrzuty sumienia, że przecież wszystkim pomóc się nie da, bo przecież od tego jest państwo, bo przecież kto, na miłość boską, jest w stanie uzbierać 40 tysięcy  złotych miesięcznie? I to miesiąc po miesiącu, rok po roku, bo państwo nie zrefunduje, bo się rozmyśliło.

Skąd się bierze dziecko?

Bo od czegoś trzeba zacząć. Kiedyś dzieci brały się z kapusty. Dziś, jak wszystko, dziecko bierze się z Facebooka, albo innego portalu społecznościowego.

Można je wziąć z kosza na śmieci, do którego wyrzuciliśmy ulotkę wciśniętą nam przy wyjściu z supermarketu. Nie wypadało nie wziąć, ale w domu już można wyrzucić. Można dziecko wziąć z przystanku autobusowego, na którym ktoś powiesił skserowaną kartkę z informacją, że Kasia, Basia, Stasio, z mukowiscydozą, z porażeniem mózgowym, z pompą do karmienia pozażołądkowego, z rzadką chorobą nierefundowaną.

A więc, dopóki  ministerstwo nie ma czasu, dopóki nabrana w usta woda bulgocze,  lekarze się obrazili, zbłąkani posłowie nie wiedzą, co to e-mail, róbmy dziecko, bo nikt inny go za nas nie zrobi.

sobota, 05 stycznia 2013
Cykoria Podróżnik - moja słowna ilustracja do obrazu autorstwa mojej matki.

Akryl na płótnie

Cykoria podróżnik, Cichorium intybus,

w tłumaczeniu dowolnym, pewna pani, ktorej się znudziły
własne obawy
przed nieznanym.

Ponadto do bólu obrzydły jej
przypisywane jej właściwości lecznicze
i wynikające z nich oczekiwania społeczne

Nie mówiąc już o bezczelności słowników medycznych
opisujących jej włochate łodygi
w oparciu jedynie o plotki i pomówienia
pełnego kompleksów mlecza z pobocza
mieniącego sie dumnie mniszkiem lekarskim,
choć nikt we wsi nie przypominał sobie by ukończył
jakąkolwiek medyczną uczelnię,
(ponoć włóczył sie gdzieś wzdłuż klasztornych murów).

Wcisnięta między rów melioracyjny a płot spółdzielni pszczelarskiej
marzyła o podróżach
znudzona westchnieniami dzieciństwa.
Nie własnego, broń Boże!
Cudzych, bosych stóp, zakurzonych przydrożnym bezsensem.

Podobno widziano ją w zeszłym roku
na granicy Biłgoraja i ludzkiego pojęcia.

Pędziła jak wariatka zrzucając z siebie niebieskie kwiatki i zakurzone liście! 
Nieludzko szczęśliwa. 

Strząśnij pył

Kiedy pierwszy raz usłyszałam ten wiersz Anisa Mogjaniego, poraził mnie.Krąży od tego czasu wokół mnie. Aż w koncu pozwoliłam go sobie prztłumaczyc.Zdaję sobie sprawę z pewnych niezdarności, nie wiedziałam jak uniknąć kulturowych odnośników, by zachować przeslanie a nie wikłać się w konteksty.Na pewno będe nad nim dalej pracować.

 

Strząśnij pył 
..................


Oto słowo

dla przygrubych dziewuch. I dla młodszych braci. 
Dla mięczaków z podwórka. I małych prześladowców, którzy ich dręczyli. 
Dla byłej miss zimowiska.

Oto słowo 
dla mistrzów siatkówki
na trzepaku pod blokiem. Dla nocnych wyjadaczy. 
I dla ciecia na pół etatu.
Strząśnijcie pył.

Oto słowo
dla ławek obsiadłych. I siedzących na ławkach. 
Dla kierowcy emkaesu, 
który nie jest juz wozem bojowym.
Dla facetów, którzy
trzymają trzy etaty
by jakoś utrzymać dzieciaki.
Dla idących na kurs wieczorowy
i jadących rowerem przez noc,
próbujących frunąć.
Strząśnijcie pył.

Dla niezrozumiałych przez ludzkość
dwulatków, 
mówiących po pół-polsku i pół po bosku.
Strząśnijcie pył.

Dla dziewczyn z głupawymi braćmi -
Strząśnijcie pył.
Dla brzydszych braci ślicznych sióstr,
dla próbujących wtopić się w drabinki 
gimnastycznej sali.

Dla dwunastoletnich podrostków, którzy za nic nie wejdą goli
pod publiczny prysznic.
Dla wiecznie spóźnionych na lekcję
bo znów zamknęli im szatnię,
dla dziewczyny, ktora pokochała
innego.
Strząśnijcie pył.

Oto słowo 
dla twardzieli, ktorzy chcieli kochać ale wiedzieli, 
że nic z tego nie będzie.
Dla uciętych krótko:
Nie odzywaj się gdy nikt cię nie pyta!
...ale nikt nigdy nie pytał.

Dla tych, dla którzy umknęli klauzuli,
i dla zapomnianych:
Przemówcie. 
Za każdym razem
byście nie zapomnieli
siebie. 

Nie pozwólcie umknąć nawet chwili 
bez refleksji, że wasze serce 
bije dziewięćset razy dziennie
i, ze wystraczająco beczek krwi
wpływa do oceanu,
którym jest
każde z was.

Dla policjantów,
i pani z parkingu. 
Dla pedofila w celibacie, ktory wciąż walczy
ze sobą.
Dla nauczycieli poezji.
Oto słowo dla jadących na urlop samotnie,
i gównianych aktorów trzeciorzędnych ról.
Strząśnijcie pył.

Oto słowo
dla ociekających potem warg Micka Jaggera
i rozszalałej spódniczki
na wściekłych biodrach Tiny Turner,
dla nieba i piekła, przez które przewlókł ją los.

To słowo
jest dla zmęczonych i dla marzycieli.
Rodziny, która nigdy nie będzie
jak z pierwszej czytanki
z Olkiem i Tolkiem
i sztućcami po właściwej stronie.
Dla bigotow,
seksistów
i dla zabójów,
wyzwolicieli kotów zamkniętych w małych klatkach wielkich domów.
I dla przedwiośnia,
ktore zawsze jakoś nadchodzi
po każdej jednej zimie.

Oto słowo dla ciebie.
Zrób tak by, zanim powrócą rybacy - ciebie juz tu nie było.
Daj to tym błękitnym strumieniom
bo z każdym dniem ktory wypala się z obu końców, z każdym napisanym słowem, 
każdą nocą, w którą wcinam się moim rowerm 
wykrawam kawał siebie
dla ciebie.

Wiec strząśnij pył i zgarnij mnie 
bo nic z tego nigdy
nie było mi dane
Wszystko co we mnie
co wybrzusza się fala za falą 
...
dla ciebie

Więc uchwyć świat ze sznura z bielizną
wskocz na szczyt i
strząśnij pył.
Strząśnij pył
raz za razem, skakaj, wiruj i tańcz, 
bo świat jest twoj!

Daj to moim słowom, 
niech nie uwiędną w kolejnym wierszu. 
W kolejnym wierszu, w kolejnej nocy 
zawisłej nad nami jak ołów.

Wyjdź.
Wdychaj świat.
Niech się wedrze w otwarte korytarze
Twoich rąk.
Miliony lat i miliony poetów
przepłyną przez Twoją krew.
Żyj.

Strząśnij pył.
A gdy świat załomocze
otwórz drzwi
i pędź

z otwartymi szeroko ramionami.