O autorze
czwartek, 27 lutego 2014
Lascaux

Wygłupiliśmy się trochę z tym życiem, 

choć w sumie, jak na te wymiary
to moglismy się rozstrzelić o tysiące lat
i ze trzy kontynenty

Pędziłbyś z hordą po stepie

a ja w skórze muflona
tłukłabym uwieszonym u kołtunów futra dzieciom
kości bawołu na obiad
wydarłszy je najpierw z pyska
ledwie udomowionym psom.

Ty z rozpaczy usiekłbyś
cztery wioski Lachów
i zhańbił sześć tuzinów Laszek
aż by Cię w końcu litościwie
nawlekł poczciwy Soroka
na pal

Twój krzyk rozniosłyby po świecie gawrony 
przez pokolenia.

Ja w bezsenne epoki kroiłabym krzemieniem
serca
wydarte antylopom.
Odbijałabym na ścianie jaskini
dłonie umzane w krwi
po jednej za każde stulecie.

Aż w koncu skamieniałabym 
w błotnej powodzi
miotając się w popłochu
czy ratować dzieci czy swiezo upolowaną
kapibarę.
....................................
Na drzewie przed Muzeum Historii Naturalnej
na przełomie Europy i trzeciego tysiąclecia
gawron gawronowej
kra kraaaa
zaśpiewa najpiękniejszą
miłosną piosenkę 

poniedziałek, 24 lutego 2014
Ostatni nosorożec

 

W bezkresie bezsennej nocy
odkurzam dowcip na schodach,
pyskuję płynnie w każdym z moich trzech oficjalnych języków
tym, którym nie zdążyłam za dnia.
Pochlebiam sobie oraz sobie wyrzucam
Mam wyrzuty sumienia 
wobec bohaterów 
nieprzeczytanych książek
na stosie obok łóżka.

Przewracając się z boku na bok
nurzam się lubieżnie
i poczuciu winy wobec czynionych własnie
obietnic, które nigdy nie będą spełnione.

W bezsenne noce
czekając na kota w otwartych drzwiach
trzymam się mocno klamki.
Bo jak rzadko kiedy 
mam świadomość, że cienki dach werandy
nie chroni mnie 
przed bezkresem wszechświata.

W bezsenne noce 
karmię swoje ego
rozwielitkami
wykradanymi rybkom.

I lajkami z fejsbuka.

W bezsenne noce, 
zupełnie poważnie
opłakuję
ostatniego czarnego nosorożca 


niedziela, 09 lutego 2014
Dźwig

(stary wiersz inspirowany wpisami na forum, tyczącymi aktualnego widoku za oknem)

 

A za moim oknem
dźwig sie dźwiga znikąd
i pnie się do góry
dwóch gości 

 

A za moim oknem

slonce rozpalone 

nurza sie w asfalcie

jak mucha w rosole

 

A za oknem dźwig

 

Dom za oknem sie buduje 

i fizyczni poborowi

bez koszulek

zbudowani

 

a za moim oknem

łąki, pola, dzikie gaje

a po łące łazi bociek i piździ jak z cebra

 

a za moim dźwig

 

A za moim nasza szkapa

opadaja stare tynki, gołębie i deszcz

Kiedyś były tu miastowe

Dziś (jak dotąd) cisza

 

a za oknem dźwig

 

okno? okno?

co to okno?  Is it plane, or is it

bird?

 

ach, wyfrunąć, 

ach, się unieść

ach, udźwignąć

 

dźwig.

środa, 05 lutego 2014
Suita sandomierska

Lotnisko w Katowicach
zadarta spodnica
do góry, ja z góry
Ty
Ja
rozerwana ulica
potargane chmury  

Twój pasek 

moje rodrapane dłonie 

moje haftki

Twoje wyczekane ręce

prędzej, Mily

prędzej!

 

wypchany cietrzew

dorsz suszony z więcierza 

Jedźmy Miły, 

już jedźmy 

do Sandomierza!

 

Chodnik,

bruk,

cukrowa wata,

wpisani w  czworokat

pijak

dziwka

brat łata.

Tadek sie postarzał

Goska sie roztyła

 

Twoje prędkie usta

- moj Miły!

- moja Miła!

 

W bramie rozgrzyzione wargi

i szorstki jezyk głęboko

nagły lęk!

bo w katedrze za rogiem

wytryska krew

z urżniętych niewiniętych

łbó

moj jęk

i lament męczenników

i znów

i znó

i znów.

 

Pocztówka 

ze skarpą,

obwawrzanki,

piszczałki z kondomow

uciekajmy stąd, Miły!

jedźmy juz

do domu!

 

Bo nic na swiecie nie zapachnie 

jak skład apteczny

hrabiego Targowskiego

co w szufladkach z mahoniu

trzymał ziarno rozpusty 

na spoczynek wieczny

 

uciekajmy, Miły

do Królowej Jadwigi

do jej ścian

ciemnych jak sam grzech.

Wilgoć będzie ściekała

z wybrzuszalych bezwstydnie 

korzeni

i z nas, Miły.

Cali bedziemy wilgocią

zlepieni

 

a potem jedźmy już stąd!

Nie łudź sie, Miły

tu tylko Ojciec Mateusz

ukradkiem, 

nocami

w bezecnych orgiach

wyżera z pudełka

krówki

z dziwkami.

 

Wasyl Fiodorowicz

pomacha nam z pustego cokołu,

garśc rosołu,

jakieś pastylki w plastykowej 

torbie z Biedronki

na grzechy mlodości

 

i job twaju mać

znikniemy
w ciemności.