O autorze
poniedziałek, 23 listopada 2015
Do Kumpla (Tymkowi Przybylskiemu)

Do kumpla. 

Powtarzam ci od maja, 
tak się, stary, kurwa nie robi.
No, weź!

Jak głupi kamień
w jeszcze głupszą wodę
czarną jak sama śmierć.

A przecież wciąz pamiętam jak ratowałeś mi życie
na Starówce, 
w czarnym jak dupa przejściu
kasując dwóch meneli
jedna pięścią

Więc chcąc w zamian ratować Twoje
darłam z czułościa mordę 
Rzuć to, kurwa palenie
Debilu.
Kup kije jakieś i chodź byle gdzie!
A Ty przyjmowałeś tę czułość:
“He he, rzucę, Ewuś,
kupię kije, he he.”

I teraz na monitorze
w górnym, lewym rogu
mam dziurę. 
Tam gdzie zazwyczaj siedziałeś 
w swoich przykusych gaciach
gdy po nocce
zrzucałeś firmowy mundurek

Odpalałeś papierosa i skajp.
Między twoją kolejna fajką
a moim plikiem w fotoszopie
mówiłeś: 
Że rzucisz.
Że zaczniesz.
Że właściwie to prawie nie pijesz.

I że się odmeldujesz.
Więc tu siedzę wpatrzona uparcie 
jak sroka w skajp
a Ty uparcie nie żyjesz.