O autorze
poniedziałek, 11 marca 2013
Nieświęta Matka Teresa

Pewnie teraz, po tym jak media zaczęły grzmieć na temat Matki Teresy wyznanie, że nigdy tej baby nie lubiłam nie będzie jakoś szczególnie odkrywcze, ale zdecydowanie: nigdy tej baby nie lubiłam. Uważam, że to była wyrachowana celebrytka potrząsająca w kierunku kamer zagłodzonymi dziećmi. Nigdy jakoś nie miałam okazji i powodu kwestionować jej cudownego imydżu do momentu kiedy do jednej z prezentacji jednego z moich inspirujących klientów nie miałam wstawic fragmentu filmu documentalnego o M.T. Otoczona dziennikarzami, kamerami i mikrofonami M.T. proklamuje swoją miłość do niechcianych dzieci. Na dowód tej miłości potrząsa takim ledwie kwilącym niemowlęciem ustrojonym na tę okazję w jakąś falbaniastą suknię. Dziennikarze wrzeszczą, lampy błyskają, tłum napiera a ta trzęsie tą dzieciną jakby to była lalka. NIKT kto kocha dzieci, nie wezmie umierającego dziecka (nawet takiego ze slumsów Kalkuty) i nie trzęsie nim jak szczenięciem, zeby pokazac światu swoją dobroć. 

Wtedy tez zrozumialam fenomen Matki Teresy. Ten własnie film byl pokazywany przez tegoż mojego klienta, który deklaruje w swojej działalności odrodzenie korporacji światowych przez MIŁOŚĆ. Matka Teresa stała się takim międzynarodowym bożkiem, którego się dobrze cytuje, dobrze się z nią sfotografowac. Mimo, że katolicka zakonnica to przecież jej dobroć jest pomostem ponad wyznaniami.

Innymi takimi bożkami dla świata stali się Gandhi i Dalai Lama. Nikt tak naprawdę nie musi się wgłębiać w to czego nauczali/ją, kwestionować jak i czy w ogóle to się sprawdza w dzisiejszym świecie nie mówiąc już o życiu wedle tych nauk ale dobrze się to cytuje, fajnie się wkleja w facebook i można sprzedać jako własne wartości. 

Wiem to między innymi stąd jak świetnie się ich wstawiało w prezentacje multimediowe tych wszystkich speakerów motywujących - gotowe cytaty, rozmodlona twarz M.T. z niemowlęciem w ręku. Zalecenie ubóstwa, dla ilustracji slumsy Kalkuty. 

Założę się, ze teraz będą na gwałt wypierdalac slajdy z Matką Teresą - na wszelki wypadek. Bo oni tez są szczwane lisy. Mówię o troche uboższych kuzynach Deepaka Chopry jak Robin Sharma (ten od "Mnicha, ktory sprzedał Ferrari"). Choprze zresztą też Matka Teresa ze złotych ust nie schodzi. A jak pięknie mówią o ubóstwie i ascezie, którą zalecała M.T. Chcę zobaczyć jednego z nich stającego w obronie swej duchowej matki.

A czemu nikt nigdy nie zakwestionował wiarygodności cudownej Matki z Kalkuty? Bo podobnie jak ona uwielbiała się fotografować z wielkimi tego świata, tak im dobrze komponowała się ta celebrowana mniszka do politycznego resume. Ta własnie jej "a-religijność" nie narażała na oskarżenie o faworyzowanie jakiejs grupy religijnej. Dotacje dla jej organizacji ładnei wyglądały na C.V. a kto by tam sprawdzał co się z nimi działo.... bo kogo z wielkich to w sumie obchodzi? Gdyby wielcy chcieli zrobić coś w rejonach działalności M.T. to by dawno z tym zrobili porządek, a tak zdjęcie, buzka, goździk. Malutka mateńka w białych zawojach a oni wielcy tacy zasłuchani. 

No i oczywiscie jej głos w debacie antyaborcyjnej bardzo ładnie dzwonił w konserwatywny dzwon. To dla mnie było szczegolnie obrzydliwe, polityka antyaborcyjna w Indiach gdzie dziecko ze slumsów jest czym gorszym niż śmieć, gdzie dziewczynki po prostu wyrzuca się na smietnik, albo wlewa im się do przełyku wrzątek. Chłopców się okalecza np. przez wydłubanie im oczu, żeby mogli żebrac jak małpki na łancuszkach. To są niewygodne prawdy, łatwiej jest uwierzyć, ze zakonnica z Albanii uzdrowi świat swoją miłością. A ona sobie to umiłowała.

Swiat kocha symbole. Dają wygodne poczucie stabilności tegoż świata, wartości są właściwie ulokowane, świat może spać spokojnie.