O autorze
wtorek, 17 kwietnia 2007
Stara milosc nie rdzewieje

Wpadlam niedawno z rozpedu na stara znajoma, niewidziana przez pieknych 17 lat. Niech to szlag! Skad sie ta franca tu wziela?! pomyslalam i wykrzyknelam:

- Wioletka! Tyle lat! Jak cudownie Cie widziec!

Wiolka blyskawicznie pokryla zaskoczenie rownie jak moj obludnym usmiechem.

- O Jezu, to Ty?! Nic sie nie zmienialas!

Otaksowalysmy sie blyskawicznie; ja jej podliczylam zmarszczki, ona mi kilogramy. Przerzucilylysmy sie propaganda sukcesu, wewnetrznie skrzywilysmy sie na wiadomosc, ze wlasnie nasze dzieci uczeszczaja na to samo kolko zainteresowan a w zwiazku z tym...

- Ach, to super! Bedziemy sie teraz czesciej widywac!

- Sluchaj, musimy sie zdzwonic! Daj mi swoj numer telefonu

- A ty mi twoj, to sobie pogadamy za wszystkie czasy

..........................

Po tygodniu wpadamy na siebie w tej samej poczekalni

- Kurcze, mialam zadzwonic ale zgubilam twoj numer!

- Patrz, cholera, ja tez! A teraz jak na zlosc nie mam dlugopisu

- O za pech, ja zostawilam moj w samochodzie

- Nie ma sprawy, przeciez i tak sie bedziemy widywac co tydzien to jeszcze na kawe skoczymy. Tylko kurcze, dzis nie mam czasu to moze w przyszlym tygodniu

- Koniecznie!

- Koniecznie!

 

 

poniedziałek, 16 kwietnia 2007
Oldies but Goldies

Tlumaczylismy dziecku co to znaczy Oldies but Goldies bo uslyszal to wyrazenie w swojej ulubionej piosence o ulubionym pociagu Toby'm.

Ojciec probowal mu wyjasnic na przykladzie starych, zlotych przebojow ale Hank Williams niekoniecznie przemawia do szesciolatka.

Uzylam wiec przykladu tesciowej:

- Widzisz synku to tak jak z Grammy - jest juz starsza ale ja kochamy i....

- Co to znaczy starsza?

- No wiesz... juz ma duzo lat i...

- I co, farba z niej oblazi?

...

(moglam od razu zaczac od pociagow)

poniedziałek, 09 kwietnia 2007
Ministerstwo Glupich Krokow

Oficjalne swieta w Kanadzie dobiegly konca, w lodowce dogorywaja resztki
padliny i innych dobr, ja macam sie po bokach i zaczynam przypominac tego
swiniaka od Borynow co to na portkach mial slonine na 3 palce (whatewer it
means) i na zwiesne mieli z niego kielbasy dla Antka do kreminalu robic.

Tak sobie mysle i dochodze do wniosku, ze moja sytuacje zyciowa mozna
najllepiej porownac do Minsterstwa Glupich Krokow.
Chwilami osiagamy takie stezenie absurdu, za nawet ja z moja matka patrzymy na
siebie z niedowierzaniem. A my jestesmy specjalistkami od tych spraw.

Wystarczylo zobaczy mojego tescia myjacego paczka (ponczka) w zlewie pod
kranem...

W ogole caly obiad wielkanocny moglby
posluzyc za odcinek do sitcomu na miare Seinfielda.

Najpierw - cala rodzina juz wystrojona... Stary zarzadzil przyniesienie
rozkladanego stolu z piwnicy bo przy tym okraglym sie nie zmiescimy.

Dobra. Czemu nie. No wiec on przyniosl ten stol i zastanawiajac sie gdzie go
postawic - postawil go kotu na ogonie, dobrze, ze kot ma dlugi ogon. Poniewaz ten stol stal pionowo to on nie widzial kota i zastanawial sie co to sie tak przerazliwie drze. W koncu ktos z drugiej strony kota mu powiedzial, ze to kot. Uwolnil kota. Potem nastapilo dramatyczne szukanie odpowiednio
dlugiego obrusa. Okazalo sie, ze zaslony, ktore zawsze sluzyly za obrus na tym
dlugim, rozkladanym stole od pol roku juz wisza w oknach w sypialni i nikt ich
teraz nie bedzie zdejmowal. Na szczescie znalezlismy taki potezny obrus z
haftem ryszelie, ktory tato przywiozl mojemu bratu do Kanady 20 lat temu,
kiedy ten nie mial nawet jeszcze stolu. Ale wtedy wszyscy wozili do Kanady
obrusy z haftem ryszelie

Potem gdy juz cala wystrojona rodzina zasiadla do obiadu, stwierdzono, ze nie
ma mlodszego brata, po wielokrotnych: Jezus Maria gdzie jest Brian?! rodzina
doszla do wniosku, ze Brian spi. Obudzono Briana brutalnie, na co Brian jak
zwykle stwierdzil, ze dopiero zjadl pizze ale w zasadzie moze przyjsc na
peklowana szynke z gozdzikami w zalewie z syropu klonowego. Po czym wywlokl
sie z katakumb w podartym tiszircie, szortach i na bosaka.

Tymek powiedzial, ze on moze tylko jesc jednoczesnie wykonujac podrygi na
tatusiowym stepperze, ktory stoi za zaslona w kacie za stolem. Tatus
oznajmil , ze patrzac na mlodszego brata szlag go trafi wiec musi usiasc w innym
kierunku. Kiedy usiadl w innym kierunku mial na widoku podrygujacego Tymka i
kategorycznie nakazal synu usiasc przy stole i jesc jak czlowiek bo go
(tatusia) krew zaleje (w odpowiedniej wersji jezykowej)

(W ogole moj stary mial dzis przeze mnie zapowiedziane, ze jedna dramatyczna
sytuacja w kuchni przy peklowaniu tej szynki czy tez szpikowaniu jej
gozdzikami czy przy kroplowce z syropu klonowego i juz mnie ani dziecka w tym
zyciu nie zobaczy. Zastosowal sie. Uszpikal te szynke i nawet raz mordy nie
otworzyl mimo, ze matka jego mu w kuchni caly czas wytykala co robi zle.
According to my tesciowa jej starszy syn wszystko robi zle.)

No wiec usadzil tatus dziecko przy stole. Dziecko przy drugim kesie
zwymiotowalo peklowana szynke z gozdzikami i syropem klonowym i glacowana
oryndzjusem na talerz. Dziecko zostalo wyrzucone pod stol, zarzygany talerz
usuniety.W tym czasie dziadek skonczyl swoja porcje i stwierdzil, ze najwyzszy
czas na deser i on dzisiaj kupil paczke ponczkow z lukrem i czy ktos nie chce
ponczka. Na co tesciowa sie rozdziawila, ze nie po to ona robila ciasto z
owocami i bita smietana, zeby jesc kupne ponczki a poza tym dziadek ma cukrzyce
i czy zglupial do reszty?!

Na co dziadek powiedzial, ze on sobie ponczka umyje pod kranem, zeby zmyc ten
lukier i zredukowac zawartosc cukru w cukrze . Matka moja siedzac w koncu
stolu podrygiwala juz zaslonieta plastrem szynki i balalam sie, ze jej kosci
policzkowe poodpadaja ze smiechu.

Dziadek poszedl myc ponczka. Na ten widok zwinelam sie pod stolem w trombke, DZIADEK UMYL PONCZKA POD KRANEM. Mowie mu, wez sobie talerzyk - bo widze jak mu z tego ponczka nie tylko lukier splywa ale i polowa ponczka z ponczka na podloge. Tesc na to, ze nie bedzie brudzil talerzyka. NIE BEDZIE - QRWA - BRUDZIL TALERZYKA!

Moja matka zjechala pod stol.

Tesc po spozyciu umytego ponczka stwierdzil z przerazeniem, ze przeciez zmrok
nadchodzi a tu jezusmaria zaluzje nie zasloniete! (Jeszcze nam sasiad z
naprzeciwka peklowana szynke podpiexxoli) Pobiegl wiec galopem na drugi koniec
livingrumu zaslaniac te zaluzje. Pod oknem z zaluzjami rezyduje Tymka wezel
kolejowy z siedemnastoma skladami towarowymi, piecioma osobowymi i czterema
drezynami. No i sie tesc w biegu posliznal na drezynie wzial by sie zabil nie
strawiwszy jeszcze dobrze szynki peklowanej, glacowanej oryndzjusem.

Moja mama polglosem (choc mogla calym glosem bo i tak nikt nie rozumie po
polsku) oznajmila:
- No i jutro beda headlajny w gazetach: Starszy czlowiek zginal na torach pod
Toronto!

Tu zaczelam wyc.

Tesciowa patrzyla na mnie i mame podejrzliwie i pyta sie
z czego sie smiejemy, no i wresczie mialam okazje do zemsty bo jak dzis jej
starszy syn mowil, zeby nie dawala ananasa do swojego kejka z owocami i bita smietana
bo synowa ma uczulenie to dostala ataku smiechu bo wyobrazila sobie co by
sasiedzi powiedzieli na fakt, ze tesciowa zabila synowa ananasem.
Przetlumaczylam jej.
Tesciowa dostala kolejnego ataku smiechu wizualizujac smierc swojego meza na
torach.

Wybaczylam jej pierwszy atak smiechu.

Tesc po tych traumatycznych doznaniach stwierdzil, ze umyje sobie kolejnego
ponczka. Na to wszystko mlodszy brat sie poderwal, ze przeciez wlasnie sie sie konczy
mecz hokejowy pomiedzy New York Islanders a New Jersey Devils a od wyniku tego
meczu zaleza losy naszych Toronto Maple Leafs w eliminacjach do pucharu.
Cala rodzina porzucila masowo szynke peklowana i ciasto z owocami i bita
smietana i rzucila sie do telewizora gdzie zakonczylismy Wielkanoc.

Od teraz spedzam swieta tylko po kanadyjsku.
Acha, polskie sniadanie wielkanocne zjedlismy na kolacje w sobote wieczorem po swieceniu.
Zeby nie bylo, ze polskich tradycji zaniechalam.

Alleluja!