O autorze
środa, 25 czerwca 2014

Poszłam zapalić świeczkę ojcu z okazji jego dnia. Miał 67 lat kiedy umarł 10 lat temu. Tyle samo co Małgorzata Braunek. Przeczytałam dzis kilka wywiadów z nią, pięknie mówiła o życiu, przemijaniu i odchodzeniu. Jako dziecko ciągle myślałam o śmierci, nie mogłam spać w nocy, rozmyślałam o jej nieskończoności.

Pamiętam kiedy odkryłam koniec świata. Taki fizyczny, wiedziałam, że tam się kończy świat bo ziemia tam zakręca. Gdyby ktoś z Was jeszcze tego nie wiedział to koniec świata jest za ogródkami działkowymi w Łańcucie. Dla bezpieczeństwa jednak odgrodzono go drucianą siatką. Chodzilismy tam na wakacjach , ja i Darek z dziadkami.

Nienawidziłam tego szczerze, najpierw trzeba było iśc w upale 20 km (kilometrów może było ze dwa, a moze jeden) a potem utknąć między odgrodzonym drutem końcem świata a nieskończonością cynkowanego wiaderka, do którego zbierało się porzeczki. Z tyłu odchłań i z przodu odchłań. A między tym gderliwi dziadkowie balansujący na krawędzi katastrofy jakby zupełnie tego nieświadomi. Zaś w ich mieszkaniu na Lumumby (było jakieś pocieszenie w egzotyce tego faktu - nikt inny nie mieszkał na ulicy Lumumby) leżałam w środku nocy wsłuchując się w nieskończoność tykającego zegara. Oczywiście zegara też nienawidziłam - taki złodziej skurwysyński - jemu przybywało tyknięć moim kosztem - czułam to wyraźnie.

Mojej rozpaczy dopełniały dziadkowe łapki na myszy rozstawione w kuchni (mieszkanie było w na parterze, w starym bloku z kaflowymi piecami), czekałam w ciemnościach z szeroko otwartymi oczami na charakterystyczny trzask i pisk nieszczęsnej ofiary. Oczywiście wizualizowałam jej męczarnie w mojej pięcioletniej głowie aż nie nadszedł sen. Raz próbowałam dziadkowi rozbroic łapki, przyciełam sobie palec, dostałam w dupę od dziadka i wysłuchałam babcinego dramatycznego "ta, ty szalona, ta ja wam jeść muszę dać! Ta, ty by myszom wszystko dała! Szczerze mówiąc babcinego nawet myszy by nie zjadły. Nie wiem jakim cudem w ogóle przespałam kawałek nocy na tych wakacjach u dziadków. Gdy tylko zaczynało rozmywać się w półśnie tykanie i myszy uratowane odpływały cynkowym wiaderkiem za zakręt na końcu świata... zaczynał chrapać dziadek jak skrzyżowanie radzieckiego lodołamacza z młotem pneumatycznym

No więc co to ja chciałam powiedzieć - przeżyłam własne dzieciństwo. Przemijanie mi już niestraszne.