O autorze
niedziela, 14 października 2012
Jarek

Zupełnie przypadkowo znalazłam dziś tę recenzję autorstwa Jarka Moździocha. Przedwczoraj dowiedziałam się, że Jarek nie żyje. Nasza ostatnia rozmowa była pełna niechęci. Zabrnęliśmy w niej za daleko by potem wrócić do ciepłego, przyjaznego tonu naszych maili sprzed tej rozmowy. Jarek, wrócę jeszcze do Ciebie. Tylko przegryzę to jakoś.

 

Ewa Henry porusza tematy, które określa się je mianem: „drażliwe”. Robi to z ogniem.

Świetna obserwatorka (cóż za oklepane stwierdzenie, ale w jej wypadku nader prawdziwe) - pomyślałem pół roku temu, gdy pierwszy raz zetknąłem się z jej tekstem „Okrakiem”. Przy kolejnym - „Przystanek Buffalo” - wyczuwałem (niemal dosłownie) zapach poczekalni, który w Buffalo zapewne nie odbiega od norm znanych nam z polskich dworców (nie wiem jak jest na kieleckim, bo w Kielcach dworzec autobusowy w nocy jest dla podróżnych zamknięty - przekonałem się o tym niedawno). „Grube baby a estetyka gwałtu”, „Nóżki po chińsku” oraz „Wszystkie chłopy to...” - to teksty, które - gdyby to ode mnie zależało - chętnie wrzuciłbym na listę lektur obowiązkowych. Do tego dodałbym świetny tekst „Kto się boi Spinelli”. Dlaczego to zrobiłbym? Trudno to wyjaśnić w kilku zdaniach; powiem tylko, że przemyślenie zawartych tam wątków, zmienia perspektywę patrzenia na kilka ważnych kwestii naszego „bycia we współczesności”.

 

Z wieloma poglądami Autorki zgadzam się i podpisuję obiema rękami; (jako facet) tylko z kilkoma nie zgadzam się, ale przyjmuję do wiadomości, że inny pogląd również istnieje. Ewa  nie zabrania facetom mieć innego zdaniach; swoich opinii nie narzuca, lecz klarownie przedstawia (bez łopatologii, bez zbędnego lawirowania i bez moralizowania).

 

Teraz nasuwa mi się stwierdzenie, że „Ona rozmawia”. Może to brzmieć absurdalnie, bo przecież czytelnik nie ma szans ani na zadawanie pytań, ani na odpowiadanie, ale - mimo wszystko - będę się upierał: jej felietony nazwałbym „rozmową”. Teraz kontynuuję tok skojarzeń: rozmowa - dialog, dialog - partnerstwo.... W ten sposób dochodzę do sedna: ona traktuje facetów „po partnersku”.

 

W zbiorku znajdują się również „lżejsze” teksty: wspomnienia z dzieciństwa, notatki z obserwacji współczesnego życia oraz uwagi na temat drobnych i na pozór nieistotnych spraw. To wszystko jest przyszpilone precyzyjnymi słowami i ukazane w taki sposób, że odruchowo sami zaczynamy baczniej przypatrywać się niepozornym rzeczom i drobnym faktom w naszym otoczeniu, i uzmysławiać sobie, że... Hmmm.... każdy sam dojdzie do własnych wniosków. Mam zaufanie do czytelników; wiem, że nie trzeba prowadzić ich za rączkę i niczego podpowiadać, a tym bardziej - narzucać.

 

Generalnie rzecz ujmując: To się czyta! Czyta się i treść felietonów nie spływają po człowieku jak po kaczce. To nie jest „zabawa” słowami. Podkreślam to ostatnie, bo w wielu felietonach innych autorów i autorek wyczuwam jedynie takową „zabawę” ocierającą się o nijakość, wpadającą w miałkość i przeradzającą się w pustakowatość pseudofilozofowania.