O autorze
wtorek, 11 października 2016
Moja matka, Wiedźma

 


Foto: Maria Krowiak czyli...

Moja matka, Wiedźma 
znów przecedza księżyc przez gałęzie drzew. 
Nabija słońca na źdźbła traw 
a jak wyschną w żółte kulki
to ludzie mówią,
wrotycz

Moja matka, Czarownica
brodzi po kolana w rozżarzonym horyzoncie, 
I nic jej nie jest
oprócz kilku bąbli na łydkach
(mówi ludziom, że to komary).

Moja matka ma nierówno pod sufitem
(choć uparcie wini za to stropodach)
i chory kręgosłup od schylania się 
nad przydrożnym badziewiem.

Już na nią doniosły do proboszcza
pobożne sąsiadki, że zamiast siedzieć 
na ławce pod blokiem
gania podkasana po łąkach
aż się najeżają głogi.
W końcu sprowadzi nieszczęście.

Moja matka, Maria Niepodzielnie Zielna
z wiślanego wału
łapie kolejny zachód
i ma gdzieś, że przecież kiedyś się skończą.

Matka Śnięta


O, Matko święta, Matko śnięta,
bezsenna Matko na trzy zmiany
od lat dwunastu bez uśmiechu
blada szpitalna anielico,
Matko wpatrzona bez oddechu
czy to wciąż sen
czy to już nicość.

Matko od siedmiu(set) boleści,
Matko od spadającej formy,
Matko od żołądkowej treści,
Matko od przekroczonej normy,
potasu, wapnia, zimnej kawy
pipczących w mroku monitorów
podtrzymujących puls niemrawy.

Matko, co „wiara czyni cuda”,
Matko, co „taka boża wola”
Matko, z którego bądź kościoła 
od suwających się talerzy,
czerwonych nitek, amuletów
i Matko, co już w nic nie wierzy.

Matko, co umie czytać z oczu,
Matko, co umie czytać z moczu
przyczyny, skutki, patogeny,
z cienia pod okiem prędkim wzrokiem
wyczyta więcej niż rentgeny.

Matko jednostki chorobowej
na białej mapie granic stresu
Matko w bezkresnym korytarzu,
z pęcherzem co dobiega kresu.

Matko od chorób niewidzialnych
u nagle niewidzialnych dzieci
nieatrakcyjna, niemedialna
na którą tv nie poleci, 
która ominą redaktory
bo ktoś ładniejszy ładniej chory.

Matko od: „po co ci to było?”
Matko od: „sama tego chciałaś”
co: „zawsze wszystko wiesz najlepiej”,
co: „nie zrobiłaś, nie słuchałaś”,
co: „po co nogi rozkładałaś?”

Matko od strasznych wiadomości, 
co nagle „Nie wiem co powiedzieć”
Matko od: „proszę wyjść z dyżurki!”
„Proszę tu nie stać!”, „nie spać!”, „siedzieć!”
Matko od czarnych telefonów,
w noc najczarniejszą
czarnych myśli,
Matko co nie śmie zmrużyć oka
bo najczarniejsze znów się przyśni.

Matko, co boi się zasypiać,
Matko, co boi się obudzić,

Matko wystygłych w zupie modlitw, 
zaklęć zastygłych w czerstwym chlebie,
Samotna matko w tłumie ludzi

Ten wiersz
… bo brak mi słów do Ciebie.