O autorze
środa, 05 sierpnia 2015
Dobranoc, Miasto

Dobranoc, Miasto
z nocy wydrapane
iglicą katedry

Miasto co stopy sękate
moczysz w Wiśle
jak upierdliwy staruszek

Miasto upstrzone krwią męczenników
i chińskim badziewiem na rynku

Po którego bruku stadka spłoszonych kleryków
furkoczą ze strachu
przed śmiechem cycatych dziewczyn
pod “Zieloną Budką”

(Będą w nocy sprawdzać ukradkiem
czy im włosy już rosną na dłoniach).

Dobranoc, Miasto
Śpij szybko 
bo jak kościelny zacznie napierdalać w dzwony
to nic z tego nie będzie.


 

Bilet z tekturki

Na czarną godzinę mam bilet z tekturki

(ważny w dniu datowania lecz wciąż przezornie bez daty)
i z dziurką 
co: jak przejście pod murem.
Pod podłogą.
Pod cudzym nazwiskiem.

Dla niepoznaki jest przykryta chodnikiem ze szmatek
i przysypana kurzem.

Nocami 
kiedy wszyscy zasną
przerzucam w nią cichcem
worki z kaszą, słoninę 
i sól

Teraz czekam tylko na znak.
Kiedy amerykanscy naukowcy
odkryją na morskim dnie 
ostatnią nienazwaną rybę
Zrywam się stad.

Bez wiekszej pompy
(rewolucje sa przereklamowane).

Nie będę przeklinać losu
złorzeczyć układom nieprzychylnym gwiazd.
ani podkładać bomb w autobusach

Nic z tych rzeczy.
Będę leżeć z ramieniem pod głową
i przez dziurkę w bilecie z tekturki
puszczać bańki.

foto: Zbyszko Cegła

wtorek, 19 maja 2015
Katafalk

Ewa Henry

 

Kiedy rdza mi się wetnie w cyferblat,
kiedy włosy przyprószy mi talkiem,
 
zapakuję czerwony walizek
i powiozę się katafalkiem

A katafalk swój widzę ogromny
z potencjałem i półkotapczanem
zeby zmiescil się kot, pies, pólmisek,
rząd słoików, pieprz, sól, pani z panem.

Won mi z księdzem, precz z ostatnią omastą,
won gromnice, żadne mi tam spowiedzie!
Na me zejście, mój end, me finito
ja chcę śledzi! Przynieście mi śledzie.

I ubierzcie mnie do nich w pończochy,
strojne majtki jak przy niedzieli
i na tacy podajcie, bo owe
życzę sobie spożywać w pościeli!

i żeby mi było bez płaczów! 
Niechaj nikt o rozpaczy nie bredzi
prosze siadać, się kłaść, czy łotewer,
raz ostatni nażryjmy się śledzi.

A gdy surmy zagrają mi zbrojne
w mgłę katafalk z gwizdem odjedzie.
Pusty słoik zostanie mi po Was,
Wam musztarda zaś po obiedzie 

 

foto: Maria Krowiak

wtorek, 21 kwietnia 2015
Jezus Prowincjonalny

Jezus Prowincjonalny
oparł czolo o szybę
a może po prostu przymarzło mu pewnej zimy
gdy wypatrywał kolędnikow

Jezusa z Poddasza bolą plecy
od żelaza i serce od samotności.
Słucha jak brzęczą muchy
zanim zjedza je pająki
i swięci z ikon.

Nawet jaskółki tej wiosny
przeniosły się pod inne okno
bo podobno straszył im dzieci
swoją smutną twarzą.

Inne Jezusy mowią mu, 
że i tak ma dobrze 
bo ma miejsce przy oknie.
Oni opadli z chwały 
między deski poddasza
i tynk

Jezus z Okna mówi.
Że czasem lepiej
nie widzieć 

Jezus Prowincjonalny by Zbyszko Cegła

photo: Zbyszko Cegła



niedziela, 19 kwietnia 2015
"Multitasking obwoźny" - wiersz dla Leny

 

Stawiam mosty dla pana starosty,
ostrzę ostrza ciętej ripsty,
stare wiersze lutuję, drutuję,
pluję, łapię. Łapię i pluję.

Beczkowozem poezję dowożę,
grzebię w rymach jak w skrzyni ze zbożem,
przesypuję świństwa przez palce
i zanurzam twarz w umywalce

Bazgrzę nocą lubieżne kreski
otrzepuję się potem jak pies i...
....
ściekły słowa, natchnienie prysło
miał być wiersz a wyszło co wyszło.

czwartek, 16 kwietnia 2015
Cykoria podróżnik, Cichorium intybus - wiersz dla Marty

 

Cykoria podróżnik, Cichorium intybus,
w tłumaczeniu dowolnym, pewna pani, ktorej się znudziły
własne obawy
przed nieznanym.

Ponadto do bólu obrzydły jej
przypisywane jej właściwości lecznicze
i wynikające z nich oczekiwania społeczne

Nie mówiąc już o bezczelności słowników medycznych
opisujących jej włochate łodygi
w oparciu jedynie o plotki i pomówienia
pełnego kompleksów mlecza z pobocza
mieniącego sie dumnie mniszkiem lekarskim,
choć nikt we wsi nie przypominał sobie by ukończył
jakąkolwiek medyczną uczelnię,
(ponoć włóczył sie gdzieś wzdłuż klasztornych murów).

Wcisnięta między rów melioracyjny a płot spółdzielni pszczelarskiej
marzyła o podróżach
znudzona westchnieniami dzieciństwa.
Nie własnego, broń Boże!
Cudzych, bosych stóp, zakurzonych przydrożnym bezsensem.

Podobno widziano ją w zeszłym roku
na granicy Biłgoraja i ludzkiego pojęcia.

Pędziła jak wariatka zrzucając z siebie niebieskie kwiatki i zakurzone liście! 

 

Maria Krowiak, Cykoria podróżnik, akryl na płótnie

obraz, akryl na płótnie: Maria Krowiak

sobota, 28 marca 2015
Bramy mojego miasta

zdjęcie: Zbyszko Cegła

W bramach mojego miasta
łagodnie się na zdjęciach
kładą światłocienie,
że niemal nie czuć 
fetoru uryny.

W bramie mojego miasta 
o czwartej nad ranem,
w zapleśniałej ścianie
objawiła się Matka Boska
pijanej małolacie co wracała z imprezy.
I poczęła tłustego Gracjana
ku radości babci i społecznej opieki
na kolejne dwa pokolenia.

W bramach mojego miasta
słychać śmiech dawnych dzieci,
co wciąż ganiają za kółkiem
choć dawno zmarłe na dyfteryt
i te na gruźlicę, lecz przecież
cudem ustrzeżone od autyzmu.

Gruba Walczakowa, 
przegania je miotłą by nie naniosły kurzu
na zamiecione podwórko,
gdzie nabzdyczone świątecznym krochmalem
pościele i wydymane halki.

W bramach mojego miasta
hula pijany diabeł a ludzie mówią,
że przeciąg.

 

zdjęcie: Zbyszko Cegła

 
 
środa, 25 marca 2015
Wskazidełko



Nie tak się umawialiśmy

moje drogie Życie;

Miały być głaski, oklaski 

i zupa pomidorowa

na każde danie.

 

A potem na trzepaku 

do zmroku.

 

Miało się być aktorką 

lub weterynarką, albo panią od polskiego

snującą się po korytarzu z łagodnym uśmiechem

i chustą na ramionach.

Lub przynajmniej tą dziewczynką z kokardami, 

którą pani zawsze trzymała za rękę.

 

A jakby juz naprawdę nic nie wypaliło

to chociaż żeby mieć

to wskazidełko Adama Słodowego,

którym, jak Pan Bóg Przenajwyższy w Niebiosach 

wskazywał gdzie łączy się:

Drucik.

Z blaszką.

Tak, zeby się nie rozpadło.

 

Ja nie mówię, że ma być ciągle

i że ma być za darmo,

Ale czemu jak korona to tylko na zębie?

i że mądrości życiowe najlepiej sprawdzają się

na fejsie.

Szczególnie te źle przetłumaczone

i z nie tym autorem.

 

I do tego czas nagle zapierdala jak jajkowy minutnik,

że nie ma szans by przeczytać 

cały ten drobny druk

 

pod aktem urodzenia.

wtorek, 24 marca 2015
Co rano...

Co rano budzimy się z dorosłością w brzuchu
jak z kamieniem.

Mowimy sobie, nie jest źle
w końcu na Bliskim Wschodzie...
Tymczasem bomba rozrywa nas od środka
czasem trzy razy w tygodniu.
Wszędzie gruz, że nie wiadomo w co ręce wsadzić.

Ocieramy twarz z pyłu
bo gdzies tam, na innej półkuli... 

Ja was bardzo przepraszam
ale każde z nas
jest na innej półkuli.

Trzeba wstawać 
choć juz wiemy, 
że wiersze Zagajewskiego nie są odpowiedzią na naszą pustkę
a pytaniem o jego własną.

Czasem jedyne co trzyma nas w pionie to 
wspomnienie sztucznego miódu i zbożowej kawy
na koloniach w Turawie
40 lat temu.

bo nawet poezja (jak się okazuje)
jest ograniczana przez zakaz stadionowy.

środa, 04 marca 2015
Nieskończoność

ilustracja: Ewa HenryPoszłam zapalić świeczkę ojcu. Miał 67 lat kiedy umarł 10 lat temu. Tyle samo co niedawno zmarła Małgorzata Braunek.  Przeczytałam wiele wywiadów z nią, pięknie mówiła o życiu, przemijaniu i odchodzeniu.  

Jako dziecko ciągle myślałam o śmierci, nie mogłam spać w nocy, rozmyślałam o jej nieskończoności. 

 

Pamiętam kiedy odkryłam koniec świata. Taki fizyczny, wiedziałam, że tam się kończy świat bo ziemia tam właśnie zakręca. Gdyby ktoś  jeszcze tego nie wiedział to koniec świata jest za ogródkami działkowymi w Łańcucie. Dla bezpieczeństwa jednak odgrodzono go drucianą siatką. Sprawdziłam niedawno w Google maps, nadal tam jest. Z góry wygląda trochę inaczej, nie tak beznadziejnie. W dzieciństwie  jednak wpatrywałam się weń, czując jak poczucie jako-takiej stabilizacji wycieka pomiędzy okami drucianego ogrodzenia. Chodzilismy tam na wakacjach,  ja i brat, z dziadkami. Nienawidziłam tego szczerze; Najpierw trzeba było iść w upale jakieś 20 km (kilometrów może było ze dwa, a moze jeden) a potem utknąć między odgrodzonym drutem końcem świata a nieskończonością cynkowanego wiaderka, do którego zbierało się porzeczki. 

 

Z tyłu otchłań i z przodu otchłań. A między tym gderliwi dziadkowie balansujący na krawędzi katastrofy jakby zupełnie tego nieświadomi. 

 

Zaś w ich mieszkaniu na Lumumby (było jakieś pocieszenie w egzotyce tego faktu - nikt inny, znany mi nie mieszkał na ulicy Lumumby) leżałam w środku nocy wsłuchując się w nieskończoność tykającego zegara. 

 

Ja, dziecko zakładowego osiedla, którego rzeczywistość definiowała cała symfonia codziennych i conocnych dźwięków - syrena hutnicza, przetaczane wagony z surowcami do produkcji szkła, zrzucana stłuczka szklana gubiłam się w nieznanej mi ciszy.

W nowym miejscu, w ciemności trzeba było na nowo nawigować przestrzeń szczelnie wypełnioną czernią bez pomocy znanych dzwięków.

 

Oczywiście zegara też nienawidziłam - takie bydlę złodziejskie - jemu przybywało tyknięć moim kosztem - czułam to wyraźnie. Mojej rozpaczy dopełniały dziadkowe łapki na myszy rozstawione w kuchni (mieszkanie było w na parterze, w starym bloku z kaflowymi piecami), czekałam z szeroko otwartymi oczami na charakterystyczny trzask i pisk nieszczęsnej ofiary.

 

W ciemności wizualizowałam jej męczarnie w mojej pięcioletniej głowie aż nie nadszedł sen. Raz próbowałam dziadkowi rozbroic łapki;  Przyciełam sobie palec, dostałam w dupę od dziadka a na koniec jeszcze wysłuchałam babcinego dramatycznego post-lwowskiego "ta, ty szalona, ta ja wam jeść muszę dać! Ta, ty by myszom wszystko dała! Szczerze mówiąc babcinego nawet myszy by nie zjadły – to był kolejny kalkulator nieskończoności – bezdenna głębia talerza z babciną zupą, która niezależnie od zawartości smakowała zawsze tak samo słodkawo i różniła się od reszty babcinych zup tylko kolorem. 

 

Nie wiem jakim cudem w ogóle przespałam kawałek nocy na tych wakacjach u dziadków. Gdy tylko zaczynało rozmywać się w półśnie tykanie i myszy uratowane odpływały cynkowym wiaderkiem za zakręt na końcu świata... zaczynał chrapać dziadek jak skrzyżowanie radzieckiego lodołamacza z młotem pneumatycznym.



No więc co to ja chciałam powiedzieć - przeżyłam własne dzieciństwo. Przemijanie mi już niestraszne. 

Felieton opublikowany w http://www.businessandbeauty.pl/nieskonczonosc-tykajacego-zegara/ 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12