O autorze
niedziela, 19 października 2014
Posiedzę tak...

Posiedzę tak jeszcze chwil kilka
w szarym swetrze i w szarym dżdżu.
Złapię melancholię i wilka
potem wstanę i pójdę wpizdu.


wtorek, 14 października 2014
Dostałam w prezencie wiersz od Elżbiety Lipińskiej

Och, Ariadna!


Ewie Henry

Pies Ewy zjadł pająka. Moje pająki mają się dobrze,
bo pies już gdzie indziej praktykuje miłość.
To miłość stuprocentowa. 

Nie potrafię pokochać pająków, ale dzierżawię im wannę, 
a one w zamian zjadają rybiki. Myślę, że dlatego są takie pękate. 
Ale szczęścia mi nie przynoszą, mimo że wanna należy do nich
także w piątki.

Chyba pora postraszyć je prysznicem. Tymczasem podkradam im nici.
Kto wie, kiedy mogą się przydać. Przędźcie, małe służki Ariadny,

zanim dzikie psy zjedzą całą pamięć o miłości bezwarunkowej.

 

...............................

 

A tu mój, w temacie pająków, Ariadny i miłości bezwarunkowej:
 

Ariadna (wiersz w odpowiedzi na wiersz)

Na brzegu wanny Ariadna w trzeciej ciąży
zdeptanym kapciem
rozgniata rybiki,
których nie dopędziły tłuste pająki.

Z kąta złowrogo wpatrują się w nią
Jednoocy,
Clorox, Javox i Domestos.

Musi jeszcze wyprowadzić psa
a Tezeusz znowu utknął w korku
(tak twierdzi)
więc niech idzie spać i nie czeka na niego

Ariadna odrywa wysnutą nić
ze starego szlafroka

i spuszcza wodę.

w pustym laboratorium

Nocami
w pustym laboratorium
tłucze się kot Schrodingera.
Martwym pyskiem goni
swój ciągle żywy ogon

Duchy zmarłych laborantek
kradną z szafki z odczynnikami
spirytus laboratoryjny 
o najwyższym stężeniu 
i walą Skrudrajwery
z oranżem metylowym.

Spod zlewu pobłyskują 
niewymiecione przez sprzątaczkę
kwarki.

poniedziałek, 29 września 2014
wpół słowa

Stoisz wpół słowa jeszcze nie tu
a juz nie tam

Jeszcze pas skórzanym uchwytem
trzyma cię w międzyczasie
a buty, kurczowo uczepione stóp, 
niepewne jutra.  

Jeszcze drzwi jako-tako trzymają się framug
a już gotowe łopotać. 


To jest właśnie ta chwila,
z której nie ma odwrotu.


Jak każda inna.

W drzwiach: Agnieszka Gonczarek. Photografia: Patryk Kizny

czwartek, 04 września 2014
słowa II (Dla Gatty)

Otarłaś usta ze słów,
jeszcze ci tylko się lepią do warg
kropki znad i
jak ziarnka maku.

Zebrałaś w dłoń 
i zdmuchnęłaś na wiatr
rozgryzione daszki, ogonki, kładeczki.

Kilka zawisło na kocich wąsach,
część wydziobały wróble,
resztę schwyciły pająki.

w domu wolnym od słów
cisza jest miękka
jak futro kota.

Słowa I

Słowa ściekają ci z ust
ocierasz je wierzchem dłoni 
i wycierasz o spodnie.
Człowieku,
Tyle słów roztartych na miazgę!

Tyle słów. 

poniedziałek, 28 lipca 2014
Wiersz dla Anki

Anka,
Wiersz Ci taki jak garść czereśni
albo jak wódki łyk gdy wódka bardziej wskazana
i jak sen co się nigdy nie prześni
o fruwaniu jak ptak albo pterodaktyl
I jeszcze, kochana
kieszeń pełna muszelek
a buty piasku.
I jeden dzień, albo rok
bez trzymania drzwi,
i tłoku i wrzasku.

a na koniec, to wiesz,
hokus-pokus
niech będzie dokładnie

tak jak chcesz. 

Wiersz dla Agnieszki

Pięć minut na wiersz, 
bo zaraz dwunasta
i jeszcze rymy po kątach wyłapać
jakaś kawa,
kawałek ciasta
ukroić i nie naciapać

w prezencie potpurka stekturki

laurka zewzorkiem i fpisem

i "że kocham uparcie i skrycie"

 

Pięć minut na wiersz

i całe życie

 

 

niedziela, 13 lipca 2014
dwa wiersze

Znów uciekł mi wiersz z 2:15 

A mówiła matka: zawekuj.
a przynajmniej zrób małosolne.
czosnek, chrzan i te sprawy.

Ale klient akurat darł mordę, 
drukarnia zwróciła robotę,
a koperty jak na komendę
wyszczerzyły 
niezapłacone rachunki

W międzyczasie
słowa ściekły po mokrej szybie, 
resztę rozniosły koty 
po kątach.

Wymiotę je kiedys spod kanap
wyplątam z kocich kłaków i kurzu

i będą jak znalazł.

 

....................................................

 

***

 

Bo kiedy wszystko inne zawiedzie

pozostaną wiersze
jak stare kanapki 
na drogę.


Będziesz siedzieć w przydrożnym rowie
między osobowym z Przeworska do Rozwadowa
a robotniczym na Hutę

i wylizywać papier.

środa, 25 czerwca 2014

Poszłam zapalić świeczkę ojcu z okazji jego dnia. Miał 67 lat kiedy umarł 10 lat temu. Tyle samo co Małgorzata Braunek. Przeczytałam dzis kilka wywiadów z nią, pięknie mówiła o życiu, przemijaniu i odchodzeniu. Jako dziecko ciągle myślałam o śmierci, nie mogłam spać w nocy, rozmyślałam o jej nieskończoności.

Pamiętam kiedy odkryłam koniec świata. Taki fizyczny, wiedziałam, że tam się kończy świat bo ziemia tam zakręca. Gdyby ktoś z Was jeszcze tego nie wiedział to koniec świata jest za ogródkami działkowymi w Łańcucie. Dla bezpieczeństwa jednak odgrodzono go drucianą siatką. Chodzilismy tam na wakacjach , ja i Darek z dziadkami.

Nienawidziłam tego szczerze, najpierw trzeba było iśc w upale 20 km (kilometrów może było ze dwa, a moze jeden) a potem utknąć między odgrodzonym drutem końcem świata a nieskończonością cynkowanego wiaderka, do którego zbierało się porzeczki. Z tyłu odchłań i z przodu odchłań. A między tym gderliwi dziadkowie balansujący na krawędzi katastrofy jakby zupełnie tego nieświadomi. Zaś w ich mieszkaniu na Lumumby (było jakieś pocieszenie w egzotyce tego faktu - nikt inny nie mieszkał na ulicy Lumumby) leżałam w środku nocy wsłuchując się w nieskończoność tykającego zegara. Oczywiście zegara też nienawidziłam - taki złodziej skurwysyński - jemu przybywało tyknięć moim kosztem - czułam to wyraźnie.

Mojej rozpaczy dopełniały dziadkowe łapki na myszy rozstawione w kuchni (mieszkanie było w na parterze, w starym bloku z kaflowymi piecami), czekałam w ciemnościach z szeroko otwartymi oczami na charakterystyczny trzask i pisk nieszczęsnej ofiary. Oczywiście wizualizowałam jej męczarnie w mojej pięcioletniej głowie aż nie nadszedł sen. Raz próbowałam dziadkowi rozbroic łapki, przyciełam sobie palec, dostałam w dupę od dziadka i wysłuchałam babcinego dramatycznego "ta, ty szalona, ta ja wam jeść muszę dać! Ta, ty by myszom wszystko dała! Szczerze mówiąc babcinego nawet myszy by nie zjadły. Nie wiem jakim cudem w ogóle przespałam kawałek nocy na tych wakacjach u dziadków. Gdy tylko zaczynało rozmywać się w półśnie tykanie i myszy uratowane odpływały cynkowym wiaderkiem za zakręt na końcu świata... zaczynał chrapać dziadek jak skrzyżowanie radzieckiego lodołamacza z młotem pneumatycznym

No więc co to ja chciałam powiedzieć - przeżyłam własne dzieciństwo. Przemijanie mi już niestraszne.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12