O autorze
Kategorie: Wszystkie | ...Panu Blogu swieczke | ...i diablu... | ...ogarek...
RSS
środa, 28 lutego 2007
Partyzantka

Wczoraj o siodmej rano zadzwonil telefon, mysle sobie - cholera, Elka! Nie odbiore!

Nie odebralam.

O siodmej dziesiec telefon, mysle sobie - szlag niech trafi - Elka. Nie odbiore!!

Kiedy jednak telefon zadzwonil po raz trzeci, pomyslalam - Jak teraz nie odbiore to mi za chwile bedzie walic do drzwi jak dnia poprzedniego. (A z Elka to tak jak z tym wampirzem od Genowefy Pigwy: Otworzysz - wlizie, nie
otworzysz - drzwi wywali i tez wlizie.)

Bo przedwzorajszego dnia bylo tak:

Otworzylam:

- Sluchajkochaniemusisz minatychmiastwydrukowactozdjeciewolontariuszyzkosciolabo jajadeteraz
pakowacpaczki z ciuchamitowezmetozdjeciedo Teresy

- Nie moge!

- Towydrukujnajlepiej wtrzechegzemplarzach bojakdam doTeresytoChrystusKrol tezbedziechcial!

- Drukarke mam zepsuta!

- Sluchaj to przedzwon mi teraz do Angie bo jak jadzwonie to Angie nieodbieratelefonow to Angie wydrukujejak ty ja poprosisz.

- Ela, nigdzie nie dzwonie, dziecku musze sniadanie robic!

- Tatatatat ta ta tatatatata taatatata ta ta ta ta ta tata ta...

Po dwudziestu minutach udalo mi sie zamknac drzwi.

.......

Tak wiec wczoraj nauczona tym doswiadczeniem dnia poprzedniego odebralam jednak telefon:

- Sluchaj kochana musisz mnie zawiezc do magazynu gdziebede pakowac paczki!

- Ela, ale to mi nie po drodze, do pracy sie spoznie.

- Jak pojedziesz do magazynu to z magazynu juz ci bedzie po drodze, bede o 7:30 czekac kolo waszego samochodu.

Pozostalo mi poinformowac czlonkow rodziny, ze Ela jedzie z nami. wyjezdzamy zawsze na styk, wyrzucamy dziecko pod domem mojego brata gdzie razem z kuzynostwem wsiada do autobusu szkolnego pod okiem mojej mamy.

Oczywiscie musialam jeszcze podjechac pod Elki dom po jakies pakunki, w rezultacie Tymek wsiadal w biegu do autobusu ktory bohatersko wstrzymywal Kuba.

Elka zas przekalkulowawszy cos blyskawicznie pyta:

- Sluchaj, a co Marysia robi jak dzieci sa w szkole?

- Gotuje i czeka na dzieci.

- To bierz Marysie niech jedzie ze mna pakowac.

- Ela, Marysia musi byc z powrotem o 11 bo o 11:30 tymek wraca ze szkoly.

- No to bedzie, dawaj Marysie! Ja ci slowo honoru daje, ze Marysia wroci bo ja tez musze wrocic bo do pracy ide na dwunasta.

- A czym wrocisz?

- Jeden wolontariusz mnie odwiezie, zatrzymuj sie, ja zawolam Marysie!

- Nie zatrzymam sie!

***********************
Uratowalam Marysie. Jedziemy dalej

- A czemu ty ta droga pojechalas?!
- Bo innej tu nie ma
- A jakbys inaczej wyjechala spod domu to juz bysmy byly pod magazynem
- Taaa, a Tymek by piechota do szkoly sam poszedl?
- Jak bys mnie posluchala to by juz byl w szkole!

Wjezdzamy na autostrade, Elka:

- No przeciez ja sie spoznie

- To co, mam jechac pasem dla karetek?

- Jakbys mnie posluchala to bys juz byla w pracy. Nie mozesz jechac szybciej?! Sluchaj! po co ty ich wpuszczasz?!!

- Bo im sie pas konczy.

- A to ty ich musisz wpuszczac?!

- Po barierce nie pojada

- Jak bys mnie posluchala to bym juz byla w magazynie!

Alan zadowolony siedzial z ajpodem na uszach a jawysluchiwalam dudnienia Elki, w koncu wyrzucilam ja pod tym magazynem i z piskiem opon odjechalam.

Pod koniec dnia pracy telefon:

- Sluchaj to jak bedziesz jechala mnie odebrac z magazynu....
- To ja mam cie odebrac?!
- No przeciez mowilas, ze mnie odbierzesz...
- Nic nie mowilam, a w ogole co ty tam jeszcze robisz, mowilas, ze idziesz do pracy na 12.
- Przeciez ja mam dzisiaj wolne.
- To chwala Bogu, ze Marysi z toba nie puscilam bo by Tymek jezdzil autobusem szkolnym do szostej.

(Oczywiscie 2/3 tych moich sarkastycznych odpowiedzi byly tylko wypowiedziane ustami duszy bo w rzeczywistosci: 1. Nie odwazylabym sie tak Elce odpwoiedziec.
2. Nigdy bym nie zdolalala wypowiedziec takiej dlugiej kwestii)

- Sluchaj! Ty mi nie przerywaj, zabierzesz mnie z magazynu bo ja tu umarzlam!
- Ale ja jade do dentysty po pracy.
- To zabierzesz mnie w drodze do dentysty!
- Ale dentysta jest zupelnie w inna strone, jak pojade po ciebie to nie mam
szans zdazyc!
- Sluchaj! Ale daj mi powiedziec....
- Ela musze isc..
- Czy ty mnie w ogole sluchasz?!
- Musze isc bo mam klientke...

**** trzask ****

Elka rzucila sluchawka

Wieczorem siedzimy w domu, wyjatkowo cichutko bo chlopisko i tesciowie pojechali na zakupy. Mama w swoim fotelu z tzw balastem intelektualnym czyli "Rozrywką z Jolkami" ja na kanapie z Tymkiem....
Ding dong! U drzwi.
Mama: - Jak otworzysz to cie znienawidze do konca zycia
Ding dong! ding dong!
Ja: - Moze jednak otworze,
Ding dong! ding dong! ding dong!!!
Glupia jestes jak but! Bron Boze nie otwieraj!!

Przerazone dziecko zakopalo sie w poduszki na kanapie, po chwili rozlegl sie dramatyczny szept:
- Mamo, kto to?

Wstrzymalysmy oddech, po 10 minutach dzwonienie ucichlo.

Dzis rano:
Ani telefonu.
Ani dzwonka u drzwi.

Kiedy wychodzilismy przez piwnice do garazu (a u nas jest wielki podziemny parking dla calego osiedla) maz wypadl pierwszy, pootwieral drzwi od samochodu a za nim my z tymkiem, chylkiem jak partyzanci.

Przedarlismy sie bez strat.

środa, 21 lutego 2007
Masz kochanie sekundeczke?

Dzwoni dzis Elka do mnie do pracy:

- Masz kochanie sekundeczke?!
- Nie mam, klientka mi siedzi na biurku.
- To dobrze, sluchaj kochanie, strasznie Ci dziekuje za pomoc, --(od niedzieli
nie pomagalam)--, mamy juz okolo 1/5 rzeczy posortowanych, czy zrobilas mi ten
CD ze zdjeciami? bo ja juz powiedzialam panu Benkowi, ze ma do Ciebie wyslac
zdjecia z Centrum, to ty je poobrabiasz komputerem i porozsylasz do mediow.

- Ela, mowilam ci,ze nie bede nic rozsylac bo nie mam czasu. Wysle to co bylo
w moim aparacie do polskiej gazety tak jak bylo umowione i koniec.

- Tak, tak, ale daj mi powiedziec; pan Benek to zaraz wysle do ciebie a ty mi TYLKO
doradzisz co z tym robic.

- A co, ty to bedziesz obrabiac?

- No przeciez ja nie mam komputera

- No to co ja mam ci doradzac?

- No wlasnie, to wez mi to tylko przerzuc do polskich gazet --uwielbiam elki "przerzuc" -- a po poludniu jade do Chrystusa Krola pakowac to akbys mnie podwiozla to moze bys pare pudelek spakowala

- Ela! Powiedzialam, ze nie bede wiecej brala udzialu w twoich akcjach! Musze isc, mam klientke, nie moge gadac!!!

- Ale daj mi powiedziec, pojedziesz tylko na chwile...

- Ela! Nie moge! Jade po pracy do szpitala!

- Jezus!! Do kogo jedziesz?! Co sie stalo?!

- Nie chce mi sie gadac na ten temat.

- Dobrze, kochanie, bede sie modlic. To poprzerzucaj mi te zdjecia i...

- Dobra, lece Ela.

*******************************************************

Po 5 minutach telefon:

- Jezus Maria, mam nadzieje, ze Marysi nic sie nie stalo?!

- Nie Ela, mama jest cala i zdrowa.

- To sluchaj, moze ona by pojechala spakowac pare pudel u Chrystusa Krola?!
....


c.d.(zapewne)n.

środa, 07 lutego 2007
Cisza przed burza?

Elka podejrzanie dlugo milczy przyznam, ze zaczynam sie bac, bo to, ze jej
powiedzialam wczoraj, ze jej juz nigdy ale to nigdy w niczym nie pomoge naprawde
nie moze byc powodem jej milczenia.

Bo tak, wczoraj bylam swiadkiem najdziwniejszej akcji charytatywnej na swiecie. W
Centrum Polskim im. (a jakze) Jana Pawla II w lobby ok 300 workow pelnych szmat, posrodku,
pod figura papieza Elka z rozwianym wlosem, czerwonymi oczami a wokol niej
stadko zbaranialych wolontariuszy, ktorym Elka NIE POZWALA pakowac jeszcze tych
workow do samochodow (a jest 9 wieczor, a worki musza byc przewiezione do garazy Chrystusa
Krola na drugim koncu Toronto tego samego wieczoru)

Bo ona jeszcze zdjec nie zrobila!

Na kazdy niesmialy glos z grupki, ze... moze... pani Elu... tak troche
popakowac a zdjecia potem, bo teraz mamy chlopakow do pakowania a potem bedziemy
same musialy...

-NIE!!! Nic nie pakowac!! Ja tu musze zdjecia! Dla proboszcza! komu sie nie
podoba! Panu sie nie podoba?!!
- No, nie bardzo mi sie podoba ale mam ciezarowke i moge wam to przewiezc.
- Co?! Co pan bedzie przewozil?!!! TE worki maja byc sfotografowaneI
- To niech pani fotografuje i jedziemy z tym koksem
- Jakim koksem?!!! Prosze pana! To sa dary serca Polonii dla polskich sierot a
nie zaden koks!!

Na kazde moje dyskretne przypomnienie, ze moja bratowa, ktora wydarlam z domu z jej duzym samochodem
musi byc z powrotem o 22 Elka podnosila krzyk:
- Sluchaj! Ja mam WIZJE! Ty mi nie psuj mojej wizji!!

(Jakby sie dalo jej nie sluchac)


Po kolei wszyscy, ktorzy nie podzielali wizji Elki wykruszali sie,
miedzy innymi facet z ciezarowka, facet z vanem, pani z forbajforem.
Ja tam stalam bo zdazylam juz zapakowac Moniki
trucka czescia workow (pod ostrzalem elki) i po pierwsze nie chcialo mi sie
rozpakowywac a po drugie bardzo ciekawa bylam jaki stopien absurdu osiagnie ta
sytuacja.

Zakonczylo sie lzami koscielnych wolontariuszek i moimi siarczystymi kurwami pod
figura Ojca Swietego kiedy to powiedzialam Eli, co ja ją i jej worki...

A to dlatego, ze gdy juz mielismy prawie Elki "go ahead" na pakowanie to nagle
przypomniala sobie, ze nie moze znalezc znaczkow z Ojcem Swietym zeby je nam
poprzypinac do piersi bysmy sie ladnie prezentowali na zdjeciach. Oczywiscie na sugestie, ze "Robmy te zdjecia bez
znaczkow..." Elka zaczynala drzec wlosy z glowy, ze Ojciec Swiety sie w grobie
przewraca.

o to moj limit czasowy i cierpliwosc siegnely gornej granicy, wrocilam do
Moniki trucka, zrobilam 30 kursow z powrotem z podjazdu i rozladowalam 40-50 workow.
Rzucilam je nazad pod figure, wskoczylam do samochodu z okrzykiem "Spieprzamy stad"

Pod domem zorientowalam sie, ze mam w samochodzie Elki kancelarie, ktora mi wczesniej podstepnie podrzucila.

wtorek, 06 lutego 2007
Elka a interes spoleczny
Mam taka Elke. Mam ją rano, w poludnie, po poludniu, wieczorem, w nocy.
Elke sasiadke, ktora pokochala mnie miloscia goraca acz pelna interesu.

Przy czym interes Elki jest interesem spolecznym wiec nie mam serca jej odmowic. Elka dzwoni rano na dziesiec minut przed autobusem szkolnym i przez kolejne dwadziescia mowi mi, ze zajmie mi tylko sekunde po czym po pol godziny udaje mi sie wykrzesac z niej sens interesu.

Elka potem wydzwania do mnie do pracy czy jej ten interes spoleczny zmaterializowalam w postaci wydrukowanego afiszu/ogloszenia do parafii/planszy do polskiego programu tv/wierszyka Asi z rodzinnego domu dziecka w C. A skoro juz zmaterializowalam to ona mi strasznie dziekuje i kocha mnie nad zycie i juz nigdy nie bedzie mi dupy zawracac i dowidzenia tylko zebym jeszcze jej JEDNA, JEDNIUTKA rzecz zrobila - zebym mianowicie przeslala te afisze/ogloszenia/wierszyki do sw. Teresy, sw.Stanislawa i Chrystusa Krola, (lokalne polskie parafie) i
ona mi zaraz poda email do Chrystusa Krola bo Chrystus Krol jej wlasnie dal znac, ze u nich mozna tez zbiorke organizowac. Swieta Teresa zas zwleka z odpowiedzia. Tylko, zebym na ogloszeniu do Teresy zmienila tresc, a na afiszu do Chrystusa Krola wyrzucila trzeci akapit. No i ona po te wydruki przyleci do mnie do domu wieczorem. To nic, ze jade prosto z pracy z dzieckiem na zajecia a potem z powrotem do pracy bo mam robote skonczyc, jej to naprawde nie przeszkadza, przyleci o polnocy.

A do tego wszystkiego sezon grzewczy w pelni wiec chujoza na rekach sie
odnowila i nie zniknie do wiosny.